U nas bez większych zmian. Mariusz teraz pracuje na nocki, ale ostatnio przez kiepskie warunki drogowe coś mu się poprzestawiały godziny pracy. Dziś wyszedł z domu o 5, a wróci gdzieś za godzinę najwcześniej. Pewnie od razu położy się spać, bo na pewno będzie zmęczony, a jutro wieczorem znowu będzie gdzieś jechał. Wiedziałam, że tak będzie, gdy zacznie pracować jako kierowca. Dominice taty brakuje, ciągle zrywa dla niego kwiatki, rysuje obrazki i pyta kiedy wróci. Pogoda do kitu, dziś przez cały dzień siedziałyśmy same w domu. Oczywiście nadal jestem zmuszana do zabawy w ciuchcie albo w Boba Budowniczego. Za to mieliśmy dodatkową rozrywkę w postaci koparki pod balkonem - robotnicy coś tam robili - i dziecko moje bitą godzinę siedziało w misce na pranie koło balkonu i przez okno obserwowała koparkę. Podobno to był Czerpak z bajki o Bobie Budowniczym :) Poza tym już same nudy, gotowanie zupy i pranie. Trochę pooglądałyśmy bajki na Mini Mini. Wpół do dziewiątej mała zasnęła, a ja dalej czekam na Mariusza.
Muszę też napisać, że mam złodzieja schabów w domu. Wczoraj usmażyłam schaby, żeby i na dziś były, bo z Mariuszem to teraz nie wiadomo kiedy wpadnie do domu i na ile, więc lepiej, żeby coś do zjedzenia było dla niego. No i Dominika tak się wczoraj zakradała, że nie wiadomo kiedy zawinęła trzy kotlety, a dziś zabrała jeszcze dwa z lodówki :) Kochany brzdąc.
Jutro wreszcie ma być ładnie, to jeśli Mariusz będzie do wieczora w domu, wyciągniemy go na spacerek. Poza tym ja mam jeszcze do załatwienia pocztę, bibliotekę i jakieś zakupy. A o 19 mam rozmowę w sprawie pracy. Kurcze nie wiem czemu, ale mam jakieś złe przeczucie i poprosiłam Mariusza, żeby poszedł tam ze mną i poczekał na zewnątrz. Oferta fajna, ale jakoś za piękne to jest dla mnie i do tego po raz pierwszy mam takie przeczucie. No nic, zobaczymy jutro wieczorem.
A zapomniałabym naspiać, że dziś rano słyszę, że Mariusz do mnie dzwoni, akurat leżałam z Domi w łóżku i leniłyśmy się oglądając bajeczki. Biegnę do telefonu, ale mi padła bateria. No nic, szukam ładowarki, a jej nigdzie nie ma. Dopiero potem dowiedziałam się, że teściowa zabrała ją ze sobą do pracy, bo mamy takie same i obydwie miała w torbie :) I aż do 20 byłam bez komórki.
Kurcze jakaś nijaka ta notka, ale myślami jestem teraz z Mariuszem. Szkoda mi go, że pracuje po tyle godzin. Jak się przyjmował do pracy miało być inaczej. Miał wyjeżdżać w nocy ok 23, nieraz o 2 i wracać najpóźniej o 10-11. A jak na razie drugi dzień z rzędu nie ma go mniej więcej 20 godz w domu. Jak wraca to tylko się kładzie i niedługo potem znów jedzie.
Dominisia dziś mi zadała niezwykłe pytanie, aż muszę je zapisać:
- Mamusiu, a czy moje siusiu jest płynne?
Tym akcentem kończę dzisiejszą notkę.
Zdjęć dziś nie będzie, bo Mariusz zabrał mi kartę z aparatu. Co prawda kupił mi jeszcze jeden, ale nie do końca go rozpracowałam. Wolę mój stary aparat :)

No i Mamusiu czy siusiu są płynne ? Te nasze kochane dzieci !
OdpowiedzUsuńStrasznie długo nie ma Mariusza.Mój też pracuje po 10-12 h ale nie aż tyle.Boże no...szkoda chłopa.Kiedy on ma czas wypocząć? i potem jeszcze za kółkiem tyle czasu.
Kochana z kąd ja to znam mój Mariusz też całymi dniami w pracy junior stęskniony za nim,no ale cóż coś za coś.
OdpowiedzUsuńU nas też ostatnio koparki i bobo dominuje:))
Pozdrawiam buziaki:*
20h to strasznie dużo! Może z czasem troszkę się to unormuje. Kochana trzymam kciuki za rozmowę w sprawie pracy. Super że Dominisia ma konkretne zainteresowania. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńPrędzej czy później jego godziny pracy powinny się unormować, bo inaczej zaharuje się na śmierć :/ Nasza kochana Polska...
OdpowiedzUsuńmój mąż też jest kierowca i równiez robi po 20 godzin i szefa nie interesuje ,ze pracownicy sa zmeczeni niewazne,ze jest tachograf i jest limit na godziny jazdy kazde sie przesiadac w drugiego tira i jedzie dalej,łączę się z tobą w bólu mój mąz wraca za 3 miesiące na tydzień urlopu wiec tez sama jestem z dziecmi i łatwo nie jest,ale co tam my kobiety damy radę co nie?
OdpowiedzUsuń