piątek, 15 kwietnia 2011

Złośnica

Dominisia złapała jakiegoś wirusa, ale już jest zdrowa. Byliśmy dzisiaj u lekarza na kontroli i możemy już chodzić normalnie na spacerki, tylko mała nie może biegać ani się męczyć, bo czasem jeszcze kaszle. Ja z dnia na dzień, bez żadnego wytłumaczenia straciłam pracę. Od zeszłego czwartku siedzę w domu, z czego Domi jest oczywiście bardzo zadowolona. Przynajmniej mam teraz dużo czasu na zabawy z nią. Oczywiście szukam cały czas pracy, ale jak pewnie każdy wie, to nie jest takie proste. Wysyłam wszędzie swoje CV, chodzę też po sklepach i marketach i tam zostawiam CV. Jak na razie dostałam jedną propozycję pracy, którą musiałam odrzucić, bo musiałabym jechać na pięć dni na szkolenie do innego miasta, a mając małe dziecko nie mogę sobie na coś takiego pozwolić. No i jutro o 16 mam rozmowę w sprawie pracy. Trzymajcie kciuki!!!
Chciałam napisać kilka zdań o Dominice. Ostatnio zrobiła się z niej okropna złośnica. Szybko się denerwuje, chciałaby nami rządzić, jak coś jej się nie podoba od razu krzyczy i się obraża. Oczywiście staramy się jej tłumaczyć, zabraniać itd. Ale z niej jakiś uparciuch się zrobił. Nie będzie jadła obiadu, obiad jest blee, ona woli czekoladę. Butów nie będzie nosiła, bo ją bolą, skarpetki też. Nie chce wracać do domu ze spacerku, ale jak już jesteśmy pod blokiem, to ona nie ma siły wejść po schodach. Ja jakoś sobie radzę z tym buntem, trochę ją ignoruję, trochę z nią rozmawiam. Mariusz na nią krzyknie. Ale dziadek i babcia nie mają u niej żadnego autorytetu. I bardzo mnie to martwi. Dominika traktuje ich jak kumpli do zabawy, chce im rozkazywać, przy nich robi co chce. Babcia jeszcze troszkę sobie umie poradzić, ale dziadek nie radzi sobie wcale. Jeśli Dominika zostaje z dziadkiem sama w domu, to przez większość czasu ogląda bajki, bo inaczej psoci mu ile wlezie. Nie umiem tego zrozumieć, ale dziadek nie ma nad nią kontroli. Ona wtedy je co chce, najczęściej słodycze i jogurty w ilości przerażającej mnie. Bawi się czym chce i jak chce, bo dziadek akurat jest zajęty czym innym. Ostatnio powyciągała wszystko Mariuszowi z szafki, a dziadek nawet tego nie zauważył. Już nic nie mówię dziadkowi na temat oglądania z nią bajki, bo boję się zwyczajnie o jej bezpieczeństwo. Jak siedzi przed tym telewizorem, to przynajmniej dziadek ją widzi i wie co ona robi. Tylko, że dziecko nie może spędzać tylu godzin na oglądaniu kreskówek! Obawiam się samodzielnego wyjścia na spacer Dominiki z dziadkiem. Przeraża mnie ta sytuacja. I nie wiem jak porozmawiać z teściem na ten temat, bo przecież za darmo opiekuje się moim dzieckiem, gdy mnie i Mariusza nie ma w domu. Ale uważam, że nie może zostać tak jak jest teraz. Na razie ja jestem w domu, więc sama opiekuję się Dominiką, ale chciałabym podjąć kolejną pracę jak najszybciej, bo nasze finanse są raczej ograniczone. Mieliśmy sporo problemów finansowcyh, jeszcze trochę ich zostało. Rodzice Mariusza bardzo nam pomogli, ale przez to sami się zadłużyli. I dlatego nie mogę sobie pozwolić na siedzenie w domu. Na szczęście zapisaliśmy Dominikę do przedszkola i jeśli się dostanie, to od września będziemy mieć w rodzinie przedszkolaka. A rola dziadka ograniczy się wtedy jedynie do zaprowadzania i przyprowadzania jej z przedszkola, jeśli nam nie będzie pasowało.
Ja wielokrotnie rozmawiałam z Domi na temat dziadka. Tłumaczyłam jej, że dziadka należy słuchać tak samo jak rodziców. Jednak jeśli on sam nie zacznie być wobec niej stanowczy i konsekwentny, to ja nic nie poradzę. Bo to się dzieje podczas mojej nieobecności.

2 komentarze:

  1. Trzymam kciuki za prace.
    A co do dziadka to faktycznie sprawa nie ciekawa.
    Pozdrawiam:*

    OdpowiedzUsuń
  2. Szkoda że Dzidek nie ma autorytetu u Dominiki.Może jednak porozmawiaj z nim ?

    Trzymam kciuki za pracę i za przedszkole.

    OdpowiedzUsuń